| Było życie i była śmierć.
Czterej jeźdźcy zataczali kolejny, szerszy
od poprzedniego, bo wokół już wykonanych, krąg.
No dobra, kurwa, to była raczej spirala.
Dwoje wisielców ważyło dusze na ramionach krzyża.
No dobra, kurwa, to były raczej ramiona martwego Chrystusa.
Śmierć leżała w łóżku, a życie nie.
Życie spało jak zwykle na stojąco i czasem, ale tylko czasem zakładało welon.
Powiedzmy czerwony, bo czerwony welon brzmi dobrze, a jeszcze lepiej wygląda.
Welon nie był tak naprawdę czerwony,
ale póki co wiem to tylko ja.
Bo ja wiem wszystko.
Wiem na przykład to,
że kolor welonu nie ma w tej historii znaczenia.
Bo to nie jest historia.
Bo historii nie ma.
1:0 dla mnie.
Czemu życie zakładało welon?
Bo chciało się ruchać ze śmiercią,
a śmierć bez ślubu nie chciała.
Życie nie chciało natomiast ślubu więc czasem, ale tylko czasem śmierć udając,
że śpi spoglądała spod kołdry na stojące
w oknie przystrojone w welon życie.
Zza dwóch szyb, bo śmierć mieszkała po drugiej stronie ulicy. Stara śmierci,
żarliwa katoliczka nie pozwoliłaby
przecież
na wspólne mieszkanie bez ślubu.
Ja wiem wszystko.
Często, ale tylko często patrzyli na ulicę,
po której poruszali się jeźdźcy,
bo to nie była ulica. To był plac.
To był rynek. Idealnie okrągły.
Czemu życie nie chciało ślubu?
Bo nieślubne dzieci to jeszcze nie powód.
Poznali się, kiedy starej śmierci jeszcze
nie było na świecie i wtedy,
po standardowym spacerze w parku, całowaniu na ławce i odprowadzeniu
do domu, zrobili sobie czworaczki.
To był ich pierwszy i ostatni seks.
Seks alfaomega. Ja wiem wszystko.
Czterej jeźdźcy wiedzieli sporo.
Wiedzieli na przykład skąd wzięli się dwaj wisielcy na moich ramionach i że to byli ich starzy.
Dies Irae.
Kyrie Eleison.
Luce Eterna.
What Ever.
|