Była jedną z miliona bajek-wielkich, genialnych, cudownych, wspaniałych, ale i tych Nebady*.

Powstała na prośbę.
-Ała. Spierdalaj. - powiedziała prośba.
Bajka polubiła ją od razu i zabrała ze sobą.
Prośba nie miała natomiast wyrobionego zdania o bajce, trudno bowiem ocenić bajkę nie znając jej ostatniego zdania, no chyba, że jest bajką Nebady.
Bajka utrzymywała, że ma ostatnie zdanie, tyle, że nie przy sobie, ale w tej kwestii ostatnie zdanie należało zawsze do prośby.
-To po co mnie ze sobą wzięłaś?- pytała.-Inne bajki mnie nie potrzebują. Nawet bajki Nebady nie proszą o eutanazję. Oooo. O wilku mowa.
Bajki Nebady mocno już podstarzałe paliły nerwowo papierosy siedząc liczną grupą na ławeczkach przy placu zabaw.
Bez morału miała plan.
-Cześć. Co robicie?
-Czekamy na publikację.-odpowiedziały bajki.
-Słuchajcie, mam prośbę.
-Jaką?- wyraźnie ożywione bajki podeszły i z zaciekawieniem zaczęły śledzić dalsze losy własnej śmierci. Bez morału podawała im kolejno prośbę, a ta okazywała się dla nich za ciężka, przez co pękały im kręgosłupy i jedna po drugiej dokonywały żywota. Były szczęśliwe. Śmiały się, nawet te już martwe kretyńsko rechotały przez śmierć, bo wszystkie były jednakowo głupie.
Gdy było już po wszystkim bez morału miała czytać fragmenty bajek, wyrywać ciekawsze i kompletować z nich zakończenie samej siebie-to był plan.
W rzeczywistości już pierwsza czynność rozwiała jej nadzieje. Żadne ze słów użytych w umarłych nie dawało szans na pomyślny przeszczep.
Zabrała więc prośbę i poszła z nią do sklepu z morałami. W kolejce natrafiła oczywiście na kilka bajek Nebady, które przyczepiały się do ogona każdej kolejki z nadzieją, że to do publikacji. Gdy zabiła ostatnią opracowaną wcześniej techniką, okazało się, że jest już przy ladzie i gdy już miała prosić skonstatowała, że gdzieś zniknęła jej prośba, dlatego pytana o copodać nie wiedziała co powiedzieć.
-Pytanie kosztuje twoje ostatnie zdanie.-poinformowała ekspedientka, widząc, że bajka nie wie jak zapytać.
-Spierdalaj.-odparła przedostatnim zdaniem sfrustrowana bajka.
-Sama spierdalaj.-zakończyła rozmowę uczynna sklepikarka.
Gdy tylko bez morału się odwróciła, zobaczyła pytanie, które kosztowało właśnie jakiegoś zdania.
Nie zdążyła, a nawet gdyby, to bez prośby nic by nie wskórała.
-Sory, spotkałam upierdliwą potrzebę i musiałam się jej pozbyć.-rzuciła zza jej pleców prośba dopinając spodnie.-O patrz jaka upierdliwa-znowu tu biegnie.
Potrzeba przyssała się tym razem do pytania.
Pytanie pobiegło w krzaki, ale po drodze potrzeba oderwała się od pytania, wyprzedziła je, a pytanie nie czekając pobiegło za nią.
Gdy bajka i prośba dotarły na miejsce było już za późno. Po dwójce zbiegów pozostały już tylko dzieci -wynalazki. Ni śladu po odchodach pytania.
Bajka wspólnie z prośbą przerzuciły tony wynalazków i wreszcie wygrzebały to czego szukały-wykrywacz łajna.
Po kilku fałszywych alarmach wywołanych bajkami Nebady udało się.
Bez morału odnalazła w kale fragmenty jakiegoś ostatniego zdania, ale niestety nie dało się ich zebrać do kupy, bo nie można być jednocześnie w kupie i w możności do bycia w kupie.
-Czemu płaczesz, bajko?- zapytała bieda i została przyjaciółką bajki.
Od razu też pojawił się problem, bo bieda miała wielu przyjaciół.
Szli więc dalej we czwórkę-bajka prowadziła, a za nią podążali problem, bieda i prośba, trzymając się za ręce i radując z nieoczekiwanego spotkania, bo dawno już się nie widzieli.
Szli i przestało im przeszkadzać nawet to, że co i rusz wyskakiwał znienacka jakiś stwór, podbiegał do biedy i bezpruderyjnie poklepywał ją po całym ciele, i że stworem tym była najczęściej twórczość Nebady.
Szli przed siebie, nie mając pojęcia, czy nie oddalają się przypadkiem od celu podróży.
Nie oddalali się, cel szedł w tym co oni kierunku, z tą co oni prędkością, ale i z tym co oni zwrotem. Jak to cel.
Szli więc już teraz wszyscy razem. Z tyłu wspomniana już trójka: prośba, problem i bieda, z przodu natomiast do bajki dołączyli  zwrot, prędkość i cel.
Bajka była na skraju wytrzymałości psychicznej, dlatego ostatnią rzeczą jaka przychodziła jej właśnie do głowy było pytać kim jest ziomek zwrotu i prędkości, którego widziała po raz pierwszy w życiu. Poza tym nie miała pytania.
Cel nie pytany o nic znudził się w końcu podróżą, znalazł inny zwrot, który spodobał się też prędkości i powędrował czegoś szukać.
Reszta załogi stanęła jak wryta.
Nawet markotna do tej pory bajka zaczęła się niepokoić, że stracili prędkość.
Zaraz potem, jak na zawołanie zjawili się pytanie i potrzeba, którym najwidoczniej znudziła się już kopulacja po wszystkich okolicznych krzakach.
Zrobiło się późno, dlatego postanowili zorganizować obozowisko. W tym celu pytanie i potrzeba spłodziły kilka namiotów i hamaków, po czym wszyscy udali się spać.
Tej nocy tylko bajka nie potrafiła zasnąć nękana poczuciem własnej bezcelowości.
Jej szloch zbudził potrzebę, która bezceremonialnie wręczyła jej środki nasenne i oburzona jej zachowaniem wróciła na posłanie.
Bez morału nie zdążyła jednak ich zażyć.
Z mroku wyłoniła się nagle znajoma twarz z wodą święconą i zaczęła chrzcić zawartość dłoni bajki.
Bajka zrozumiała wówczas kim był znajomek zwrotu.
I gdy już miała chwytać go za rękaw i kończyć swą udrękę zaatakowały ich bajki Nebady, w ogromnej liczbie.
Przerażona tym co zobaczyła bajka usunęła się w bezpieczne miejsce.
A zobaczyła piekło.
Gdy tylko pierwsza bajka Nebady osiągnęła dłonią cel spod ziemi wyłoniło się ogromne zapomnienie i położyło się na trawie, zajmując całą polane. Każda kolejna bajka dotykając celu potykała się o zwaliste cielsko i zaraz popadała w zapomnienie.
Nie przetrwała żadna.
Tym sposobem zniknęła nie tylko ze świata, ale i z pamięci wszystkich żywych jedna z ostatnich bajek Krzysztofa Nebady Kiełbasy.
Wszystkich żywych, prócz mnie, mój drogi czytelniku.
Zgadnij kim jestem.

Jestem *.

A Ty, droga bajko, czemu wciąż nie możesz uwierzyć w to, co się stało?
Czemu chowasz się przed swoim losem?
Twoja żałosna agonia jest tylko kwestią czasu.
Spierdalaj.
Odpowiedziała bez morału.


__________________________________________________



*nota biograficzna: Krzysztof Nebada Kiełbasa-rówieśnik Mrowickiego i jego kolega z okresu dzieciństwa, niestety, choć równy wiekiem, w kwestii literackiego kunsztu nigdy z Mrowickim** się nie zrównał; twórca bajek i opowiadań w typie „był, postanowił, umarł”; w środowisku nazywany szyderczo Drugim Podwójnym „L”- Lynchem literatury, a to za sprawą bezkompromisowego i eufemistycznie rzecz ujmując: mało czytelnego sensu swej twórczości. Wciąż żyje, ale już teraz tajemnicą nie jest, że umrze. Umrze w osamotnieniu i zapomnieniu.
**Mrowicki- Podwójne „L”- Lars*** literatury
***Lars Trier-największy geniusz i prowokator współczesnego kina

Facebook-32pxTwitter-32Digg-32pxMyspace-32
panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03panel_03